Posts Tagged ‘Dzieci [Children]’

Mała zajawka – w oczekiwaniu na resztę zdjęć z Wrześniowego wypadu w góry. Specjalnie na tą chwilę wróciłem do analoga i czarno-białej kliszy. Nic nie zastąpi dźwięku silnika przesuwającego film :) .

A small sneak – while waiting for the rest of photos from september’s mountain trip. Just for that time I have came back to analog camera with BW film. Nothing compares to the sound of film motor:).

Franio778
20110507_107
20110507_112
20110507_113

Ceremonia chrztu:Kościół p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej w Zatoniu

Z Filipkiem spotykamy się po raz pierwszy na sesji zdjęciowej. Nie ma się czemu dziwić, Filipek ma dopiero 3 miesiące. Sesja zdjęciowa nie była łatwa, gdyż większość rodziny jest niemieckojęzyczna, a ja starałem się nie używać angielskiego do komunikacji. Uffff… Udało się. Zobaczcie sami :)

Christening Ceremony:Church of God’s Mother of Częstochowa in Zatonie

We meet Filip for the first time on photo-session as Filip is only 3 months old. The session wasn’t as easy as usual because most of the family was German-spoken and I tried not to use english. Ufff, I made it. Just check the final result:)

20110416-105
20110416-106
20110416-109
20110416-111
20110416-118
20110416-126
20110416-132
20110416-135
20110416-140
20110416-143
20110416-144
20110416-152
20110416-155
20110416-163
20110416-172
20110416-177
20110416-182
20110416-188
20110416-190
20110416-191
20110416-201
20110416-212
20110416-215
20110416-218
20110416-223
20110416-225
20110416-235
20110416-240
20110416-250
20110416-252
20110416-253
20110416-255
20110416-260
20110416-265
20110416-271
20110416-283
20110116_100a

Długo zwlekaliśmy z decyzją o wyjeździe. Franek też nigdy nie był tak daleko. Po krótkim rekonesansie w biurach podróży jasne było, że jest tylko jeden możliwy termin wyjazdu i to na Zakynthos. Postanowiłem się wstrzelić w jedyny możliwy wolny weekend. Spakowaliśmy aparat, zabawki Frania, wózek i wyruszyliśmy…

Franek zadziwiająco dobrze zniósł lot. Co prawda przez dwie godziny lotu miał wystarczająco dużo czasu aby rozkręcić samolot na części, to do kabiny pilotów jednak nie dotarł zatrzymując się na siedzeniach stewardes. Wreszcie przylecieliśmy. Na miejscu temperatura sięga 26 st. – pięknie. W Polsce w tym czasie w nocy były już przymrozki, a w dzień – lepiej nie mówić… W autobusie Pan Grek rozwożąc turystów do hoteli co chwila krzyczał do turystów swoją grecką angielszczyzną:

“Hotel posejdon pliz…oder posejdon? No?”

Na miejscu jak to śpiewał pewien zielonogórski bluesband “cztery piwa na sen”. Poszliśmy spać. Franek miał jednak inne zdanie na ten temat. Padł dopiero ok trzeciej.

Z założenia tez wyjazd miał być przełomowy pod kątem wychowywania Frania. Franio bowiem miał już 15 miesięcy i był wystarczająco duży aby przestać pić cycka do snu na kolacje. Był również wystarczająco duży żeby w końcu spać samemu w łóżeczku. Nowe miejsce sprzyjało naszemu planowi, choć nie było wcale łatwo i przyjemnie. Nazajutrz po śniadaniu wybraliśmy się do góry w poszukiwaniu widoków. Franek szybko się jednak znudził, wiec musieliśmy mu urozmaicać podróż. Nasz urwis podobał sobie na przykład: pchanie wózka. Po spacerze w gaju oliwnym wybraliśmy się na plaże. Generalnie dzieci zbliżają ludzi, wiec nasze nowe znajomości były determinowane właśnie przez nowych kolegów i koleżanki Frania z plaży. W południe jako co dzień razem udawaliśmy się na popołudniową drzemkę do hotelu. W tym czasie ja miałem czas na robienie notatek z podróży i picie popołudniowego bronka ;) .

W poszukiwaniu czegoś tańszego do picia niż napój pomarańczowy za 2,50eu ze stołówki wybrałem się na zwiedzanie okolicy. Dotarłem do sklepu jakiegoś lokalesa. Gościu był tak zagrapowany meczem jakis greckich drużyn piłkarskich, że nawet nie spojrzał na mnie. Ponadto
widoki typu: facet na skuterze bez świateł, bez kask, gadającego przez komórkę i do tego wchodzącego w ostry zakręt jadąc ze stromej góry to tutaj norma. Pełno tu również matizów, ciekusiow i innych rzechów.

Swoją drogą, to nie wyobrażam sobie sezonu tutaj. Jak ktoś otwiera wodę z pokoju obok to mam wrażenie, że woda leci u nas w pokoju tuż za szafką nocną.

Franek cały czas wzbudzał uwielbienie wśród turystów i tubylców. Wszyscy mówią jak on ładny. Tylko jedna angielska flondra zapytała czy my go bijemy widząc limo na czole, które Franek nabil sobie tuż przed wyjazdem. Wczoraj jeden Grek (przyjechał z Aten) tłumaczył mi jak się mówi “dzień dobry” po grecki (“kalimare”), mówił tez jak się mówi dziękuje, ale zwrot ten okazał się zbyt skomplikowany do zapamiętania;). Dobrze ze tu wszyscy wpadają angielskim…

Wybraliśmy się jednego dnia na klif. Okazało się po drodze, że tuż przed znajduje się keja, a za nią piękna zatoczka z wulkanicznymi skałami i kameralną plażą. Do samego klifu nie dało się już dojść z wózkiem. Po drodzie oglądaliśmy tubylcow spedzajacych senne popołudnie na werandzie lub w ogrodzie sądząc roślinki. W drodze powrotnej wypatrzyłem na wzgórzu kameralna cerkiewke, wybierzemy się tam – może być ciekawie.

Następnego dnia poszliśmy w ostatnim nieznanym nam kierunku w Tsivili w nadziei ze znajdziemy jakaś sensowną ścieżkę do kapliczki na wzgórzu. Udało się, po jakimś czasie znaleźliśmy ścieżkę w oliwnym gaju prowadząca do góry. Szliśmy tak i szliśmy, gaszcz robił się coraz większy. Dotarliśmy aż do samych murów kapliczki. Próbowałem znaleźć jakąś sensową drogę tak żeby Marta też mogła tam wejść z Franiem. Trochę błąkałem się po okolicy, ale nic poza pięknymi widokami i rdzennymi domostwami tubylców nie znalazłem. Na miejscu okazało się, że nasza kapliczka to ruina. Ja z aparatem wdrapałem się po murze. Moim oczom ukazały się ruiny pomieszczeń gospodarczych. Wszędzie można było dojść wąskimi zarośniętymi schodkami. Od przodu wnętrze samej kapliczki zdradzała rozbita szyba. Zrobiłem jeszcze pare zdjęć i wróciłem na dół do Marty z Franiem. Wracaliśmy wąską, kameralną dróżką pośród drzew oliwnych mijający prawdziwe wiejskie domostwa tubylców. Tu było prawdziwe Zakhyntos, bez turystów i upiększeń. W drodze powrotnej minął na Alex ze sklepu z browarem na Africa’e Twin 750. Oczywiście bez kasków i świateł. Potem dowiedziałem się, że kapliczka została już dawno temu zamknięta, jeszcze przed wojną. Miejsce fantastyczne, z dużym potencjalem na fajna atrakcje turystyczna, kto wie – może nią się stanie…

Na koniec wakacji dowiedzieliśmy się z prasy polskiej o strajkach w Grecji. Miałem jeden dzień zapasu, bowiem planowo wracaliśmy w piątek, a w sobotę miałem zlecenie ślubne. Odbyło się jednak bez ekscesów, a nasze wakacje po 7 dniach dobiegły końca…

Niech resztę dopowiedzą zdjęcia…

IMG_8152
IMG_8158
IMG_8204
IMG_8212
IMG_8256
IMG_8273
IMG_8320
IMG_8323
IMG_8375
IMG_8378
IMG_8385
IMG_8404
IMG_8406
IMG_8419
IMG_8453
IMG_8455
IMG_8465
IMG_8484
IMG_8489
IMG_8520
IMG_8534
IMG_8571
20100925-103
20100925-137
20100925-149
20100925-185
20100925-192
20100925-194
20100925-205
20100925-213
20100925-220
20100925-221
20100925-235
20100925-245
20100925-261
20100925-285
20100925-291
20100925-383
20100925-404
20100925-421
20100925-429
20100925-435
20100925-452
20100925-459
20100925-461

Ceremonia chrztu: Parafia Św. Alberta, Zielona Góra
Przyjęcie: Palmiarnia, Zielona Góra

To by wyjątkowy dzień zarówno dla rodziców małej Hani jak i niej samej. Uroczyste przygotowania do chrztu, który miał miejsce w drugi dzień Świąt Wielkanocnych zaowocowały miłą atmosferą i ciekawym reportażem. Zobaczcie sami…

20100405-103
20100405-319
20100405-105
20100405-291
20100405-296
20100405-308
20100405-321
20100405-348
20100405-382
20100405-140
20100405-155
20100405-174
20100405-179
20100405-414
20100405-419
20100405-431
20100405-441
20100405-461
20100405-463
20100405-475
20100405-484
20100405-488
20100405-491
20100405-492
20100405-505
20100405-221
20100405-230
20100405-231
20100405-516
20100405-522
20100405-526
20100405-548
20100405-549
20100405-556
20100405-578
20100405-583
20100405-585

Franek

styczeń 1, 2010

A ja mam już sześć i pół miesiąca i ważę prawie 8kg. Broję ile mogę, ale jestem przy tym słodki…zobaczcie sami:

20091025_05
20091025_13
20091028_22
20091105_32
20091105_53
20091107_61
20091108_05
20091213_15
20091213_16
20091213_84
20091213_90
20091213_91

Chrzest, 23.08.2009 – Drzonków

październik 10, 2009
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01
20090823_01

Franek

wrzesień 20, 2009

Pierwsze pompki:

20090913_05
20090910_15-2